o szyciu i innych rzeczach zajmujących mój "międzyczas"… :)
sobota Sierpień 19th 2017

Jak szybko (nie) uszyć spódnicę – czyli przychodzi blondynka do pasmanterii…

Blondynką i to nie całkowitą byłam tylko przez kilka miesięcy… ale to i tak nie ma znaczenia :)

Jeszcze jak była jesień – bo dziś na ten przykład jest zima (temperatury poniżej zera oznaczają zimę moim zdaniem) uszyłam sobie spódniczkę.

I jak to u mnie…. uszycie nawet najprostszej rzeczy (oceniłam, że ją uszyję w jedno sobotnie przedpołudnie) wiąże się z przygodami jak z amerykańskiej komedii.

Miałam malutki kawałek świetnej czarnej i zupełnie nierozciągliwej tkaniny ze starych zapasów. Głęboka czerń z cudowną fakturą.

Idealny na krótką (bo było go bardzo mało) spódnicę do pracy pasującą prawie do wszystkiego.

Znaleziony na papavero.pl wykrój na trapezową spódnicę miałam już dawno wycięty i gotowy.

…tylko jakoś pomieszałam te wykroje i w efekcie cała spódnica była wycinana z wykroju na podszewkę…. tak… wiem…

Ale to dopiero początek tej przygody.

Dawno temu, kiedy byłam nastolatką mama szyła mi sukienki i spódnice, szyła wszystko z miary i mała zwyczaj (tzn dalej ma zwyczaj, ale znacznie mniej szyje) zostawiać olbrzymie (jak dla mnie) zapasy – olbrzymie to znaczy 3-4 cm,

Teraz jeszcze jestem w stanie przerobić niektóre tych ubrań tak, że pasują mimo że nie miałam wtedy ani bioder ani biustu…. ani nic :)

Też chciałam być doskonała, bo zawsze mam zapasy  takie na milimetry i nie raz kombinuję żeby starczyło!

Ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mam wykrój podszewki…. i dołożyłam wiele centymetrów tu i tam.

Kiedy podeszłam do maszyny nie znalazłam czarnych nici. Jak można nie mieć czarnych nici!? Oczywiście znalazłam je dużo później w pudle zupełnie z szyciem niezwiązanym…

Odłożyłam do poniedziałku, ale niestety nie sprawdziłam czy mam taki zamek (też byłam pewna, że mam)!

Naiwna jak blondynka z dowcipów kupiłam nici  a nie kupiłam zamka….a pasmanterię mam nie bardzo daleko ale jakoś zupełnie nie po drodze…

Jak zabrałam się za szycie oczywiście odkryłam brak zamka :D

Po nabyciu zamka (nabyłam dwa!) zabrałam się w końcu za szycie, odszyłam pasek, podszewkę, metkę, sznureczki do wieszania, wszystko pięknie wykończone i dopiero wtedy zmierzyłam.

Dwa rozmiary za duża. Ale jaka ładna!

Cóż robić? Poprułam prawie całą i leżała chyba ze dwa tygodnie, zanim wróciły mi chęci i czas na szycie ;)

Potem już  uszyłam bez większych przygód….

Teraz szyję sukienkę z 13-stu części.

Wszystkie części pozszywałam i jest śliczna… ale wszywam rękawy n-ty raz i nie wiem ile jeszcze potrwa to wykończanie… a odszycia muszę poprawić na jakieś delikatniejsze, bo takie zwykłe nie pasują.

Właśnie pruję szew z owerloka….:)

Szycie uzależnia, ale potrafi być frustrujące kiedy szyje sie po godzinach, z doskoku i nie ma sie całego kontenera nici, zamków i innych potrzebnych fantów –  jednak po takich przygodach satysfakcja gwarantowana a noszenie spódnicy po takich przejściach – bezcenne :)

I zdaję sobie sprawę, że dla wprawionej krawcowej to byłoby jakieś dwie godziny szycia…

Pozdrawiam!

IMG_6413

Komentarze czytelników

5 komentarzy do “Jak szybko (nie) uszyć spódnicę – czyli przychodzi blondynka do pasmanterii…”

  1. ~Magda pisze:

    Trud się opłacił! Spódnica wygląda na Tobie zjawiskowo! Pozdrawiam i podziwiam :)

  2. ~BuryWilk pisze:

    Nie wiem, jak w spódnicach, ale w plecaku, gdy się zepsuje zamek, a plecak nie jest wypchany, to zawsze można zastosować metodę… Mc Gyvera:) To znaczy zapiąć agrafką:) Ale pewnie w spódnicy by to mniej pasowało nawet jako tymczasowe rozwiązanie, no chyba, że to ma być spódnica z rozcięciem:) Pomysł sukienki z 13 części mi się podoba, aczkolwiek to chyba łatwe nie jest:)

  3. Jaka ładna! Widziałam ją na papavero, ale jakoś nie zwróciła mojej uwagi, do teraz.
    Ja mam zazwyczaj przygody w drugą stronę i wszystko dobrze wymierzę i wychodzi za małe. Powoli przekonują mnie czterocentymetrowe zapasy na szwy ;)

Komentuj